Apdejty miały być codziennie, lecz jesteśmy zbyt zajęci plotkowaniem na gg i na żywo, a potem znów na gg, zabijaniem sumów, planowaniem przyspieszenia efektu cieplarnianego, zmienianiem statusów na fejsbuku, piciem piwa w kinie, śmianiem się z Królestwa i oglądaniem filmów o Johnnym Cashu. Nie mamy też żadnych zdjęć z Sylwestra, gdyż jestem tak niesamowicie mądra, że nie wzięłam baterii do aparatu. Co jest dobre, nie istnieją naoczne dowody na nasze zzieleniałe twarze i bycie emocjonalnym Kraftwerkiem.
Lecz wierzcie na słowo: było w pytkę oraz w mordę jeża. Przełamawszy kaca po rozbiegówce dnia poprzedniego słuszną ilością krupniku, wcieliliśmy się w role wesołych wodzirejów, grając przekrój przystępnej alternatywy, disco szlagierów i zabójców parkietów podstawówek, nie zabrakło Białego Misia, a Siemień Będzie Brał Cię W Aucie. Lud się bawił. My także, z każdą godziną coraz lepiej (mimo przestoju w dostawie prądu około godziny 23.00, co potraktowaliśmy jako zasłużoną przerwę w katorżniczej harówce didżejskiej). Apogeum osiągnęliśmy około godziny 4.00, serwując to, co lubimy, czyli nieznośne przeboje dla zbuntowanej, lecz nieco bananowej, młodzieży, która jeździ na Open'era, żeby pokazać nowe kalosze, wódka się lała, buty kaleczyły mi nogi (więc się ich pozbyłam), świat nas kochał, z wzajemnością, odbyło się tradycyjne rozbijanie szkła w dużych ilościach, z bólem zakończyliśmy imprezę na wyraźne życzenie ochrony. I zapewne Asi, której (jak i Wam, wierni czytelnicy najgorszego bloga najgorszych didżejów) życzymy SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!
A teraz moje trzy grosze:
Rada na nowy rok: Więcej optymizmu i znajdźcie sobie dziewczynę/chłopaka!
elo, dsi.
poniedziałek, 5 stycznia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Johnny Cash, lody i szampan, zero wzruszeń!!!
OdpowiedzUsuń