środa, 3 czerwca 2009

OLEJ SELECTORA!

Ha! a wydawałoby się, że legendarny kolektyw Dance Or Die nigdzie już nie zagra. A jednak. Od wczoraj bardzo intensywnie za konsoletą i miksuje winyle jedna druga densordaj. Gdzie? Na najlepszym polskim festiwalu. Nie pamiętam nazwy, coś tam z jakimiś rodzicami na wakacjach w nazwie. Nie powiem, jest bosko. Pogoda dopisuje, okna zamknięte i rolety spuszczone. Pierwsze wymioty, zgniłe truskawki, gwiazdorski line-up i przytrzaśnięte palce. Muzycznie - zajebiście. Scrobbling na pełnej kurwie i heroiczne próby zachowania ciszy nocnej. To wszystko kłamstwo - jest słabo. Siedze tu sam i boje się duchów. Wybierz swoją wersję i pomarz, że dostałeś zaproszenie. heil.

sobota, 21 lutego 2009

Tęskniliście za nami?

Kolektyw didżejski spełnil swe zadanie - żaden krakowski klub już nie chce nas gościć. Nie rozumiem, dlaczego? Czy nikt już nie docenia starego, dobrego rokendrolowego stylu, rzucania szkłem, całowania z nieodpowiednimi osobami po kątach, darcia mordy i ogólnego rozpierdolu? Schodzimy do podziemia, schodzimy na margines.

Ostatnimi czasy zaliczyliśmy najlepszą imprezę ever na 2a/7 oraz prawdziwe zło na Cold Lady. Czujemy się piękni, czujemy się młodzi, czujemy się źli. Koniec ery emo. 2009 to nasz ulubiony rok. Były tańce przy King of the Rodeo, było wykradanie niewinnym ludziom zawartości kurtek, była nielegalna wódka i ogólne staczanie się, czyli tak, jak lubimy najbardziej.

Czy będziesz z nami marginesem społecznym?

wtorek, 6 stycznia 2009

jedni rzucają palenie, a drudzy...



Nowy rok. Nowy, nowy, nowy got. Zmieniłem się. Już nie w głowie mi harce i swawole. Dojrzałem - jestem dorosły. Nie oznacza to, że się zakochałem czy tam rodzine chcę założyć. Nic z tych rzeczy. Swoje życie pragnę poświęcić nauce. ścisłej oczywiście. To moje ostatnie słowa na tym blogu. żegnajcie.


Ja zaś nie zmieniłam się wcale. Nadal kocham pana Teslę i pragnę tatuażu z jego nazwiskiem. Jutro świętujemy jego urodziny. My na spotkaniu redakcyjnym PIANY, wy możecie w Gorączce. To jedne z wielu moich przyszłych słów na tym blogu. Witajcie. Karu.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

co tam, słyszałem, że rozstałeś się z dziewczyną?

Apdejty miały być codziennie, lecz jesteśmy zbyt zajęci plotkowaniem na gg i na żywo, a potem znów na gg, zabijaniem sumów, planowaniem przyspieszenia efektu cieplarnianego, zmienianiem statusów na fejsbuku, piciem piwa w kinie, śmianiem się z Królestwa i oglądaniem filmów o Johnnym Cashu. Nie mamy też żadnych zdjęć z Sylwestra, gdyż jestem tak niesamowicie mądra, że nie wzięłam baterii do aparatu. Co jest dobre, nie istnieją naoczne dowody na nasze zzieleniałe twarze i bycie emocjonalnym Kraftwerkiem.

Lecz wierzcie na słowo: było w pytkę oraz w mordę jeża. Przełamawszy kaca po rozbiegówce dnia poprzedniego słuszną ilością krupniku, wcieliliśmy się w role wesołych wodzirejów, grając przekrój przystępnej alternatywy, disco szlagierów i zabójców parkietów podstawówek, nie zabrakło Białego Misia, a Siemień Będzie Brał Cię W Aucie. Lud się bawił. My także, z każdą godziną coraz lepiej (mimo przestoju w dostawie prądu około godziny 23.00, co potraktowaliśmy jako zasłużoną przerwę w katorżniczej harówce didżejskiej). Apogeum osiągnęliśmy około godziny 4.00, serwując to, co lubimy, czyli nieznośne przeboje dla zbuntowanej, lecz nieco bananowej, młodzieży, która jeździ na Open'era, żeby pokazać nowe kalosze, wódka się lała, buty kaleczyły mi nogi (więc się ich pozbyłam), świat nas kochał, z wzajemnością, odbyło się tradycyjne rozbijanie szkła w dużych ilościach, z bólem zakończyliśmy imprezę na wyraźne życzenie ochrony. I zapewne Asi, której (jak i Wam, wierni czytelnicy najgorszego bloga najgorszych didżejów) życzymy SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

A teraz moje trzy grosze:

Rada na nowy rok: Więcej optymizmu i znajdźcie sobie dziewczynę/chłopaka!
elo, dsi.