poniedziałek, 22 grudnia 2008

H&M story

Ach, co to była za noc! Tańce na stole, lubieżne pozy do zdjęć i obmacywanie w tańcu. Ale zacznijmy od początku. Wieczór wcale nie zaczął się tak różowo. Punktualny duet djski Dance or die/Dance or drink my kefir zastał nieodkurzoną podłogę, wystające kable ze ścian oraz malarską drabinę na środku sali. Odechciało nam się wszystkiego. Smutek i niepokój próbowaliśmy zwalczyć papierosami i piwem. Dopiero szybkie wyjście do sąsiedniego lokalu na żołądkową z naszym menadżerem poprawiło nasze nastroje. Po powrocie do naszego chwilowego miejsca pracy, szef kuchni zaserwował nam zimny półmisek serów oraz bochenek ciemnego chleba. Z chęcią i uśmiechem na ustach zajadaliśmy się serkami, popijając wódkę z colą. Oprócz jedzenia i picia, puszczaliśmy też muzykę. Opracowaliśmy taktykę. Mianowicie, na początek postanowiliśmy wyżyć się, grając tylko to co lubimy. W tym czasie licznie schodzący się goście pochłaniali niezliczone ilości jedzenia oraz alkoholu. A do wyboru mieli: piwo, wino i jakiegoś tajemniczego drinka. W pewnym momencie zdecydowałem się na mocną zmianę klimatu. Z głośników popłyneły pierwsze dźwięki utworu "Everyone nose" grupy N.E.R.D. Po chwili na parkiecie pojawiły się pierwsze tancerki. A tancereczki to były nie byle jakie. W butach na obcasach, obcisłych spódnicach/szortach i okazałych dekoltach. Zachęceni pozytywnym przyjęciem serwowanej przez nas muzyki, zmieniliśmy klimat puszczanych kawałków na bardziej przystępny (czytaj: wieśniacki i świński). Potem było tylko lepiej: kolejne wódki, sałatki, wódki i nawet papuga z rzepy i marchewki. Biesiadnicy zapełnili cały parkiet. Atmosfera była gorąca prawie jak na urodzinach szesnastolatek w programie MTV "Sweet Sixteen". Nie obyło się oczywiście bez licznych muzycznych zamówień, i nie tylko muzycznych. Pytano nas nawet, gdzie można nabyć ecstasy. Jak to gdzie? na naszym blogu. Tak, handlujemy narkotykami. Powracając do sprawozdania to było ciągle to samo, a na naszym djskim stoliku nie mieściły się już opróżniane przez nas szkło. Wygrałem też pojedynek na ilość wypalonych szlugów. Nie chce mi się już pisać, więc wspomne tylko, że puściłem "Bananowy song" zespołu Vox, a także obiecane sobie Stereo Total. Impreza dobiegła końca w raz z regularnymi odwiedzinami niezywkle rosłęgo ochraniarza, który powtarzał w kółko: "Asia prosi abyś sciszył". Więc sciszałem, bo myślę, że nieposłuszeństwo mialo by znacznie poważniejsze konsekwencje niż rozbite szkło w okularach.W końcu zwineliśmy swoje manatki, a także sporo alkoholu. Udaliśmy się jeszcze na zasłużony bankiet, zajadając się sałatkami oraz racząc się ostatnim wiśniówkami. Klubo-restaurację opuściliśmy w szampańskich nastrojach.

Pamiętajcie, kiedy na imprezie grupa dziewczyn z odsłoniętymi pępkami, puście NERD, a zatańczą na stole (i waszych biodrach).

1 komentarz: