piątek, 26 grudnia 2008

niech będzie koniec


jutro ostatni dzień tego jebanego roku. za oknem pierwsze petardy, na stronie mpk również.
W ostatnią noc 2008 zagramy taką imprezę, że odechce wam się zabaw w nowym roku. Nie zabraknie hitów, które znacie na pamięć i nimi rzygacie, a także spora ilość piosenek, których nie znacie i raczej nie polubicie. Ubierzcie najpiękniejsze suknie i najdroższe koszule, aby godnie je zniszczyć klejącym się alkoholem. Do zobaczenia w kakadu, świnie.

środa, 24 grudnia 2008



Wesołych Świąt, kocham karpie.

wtorek, 23 grudnia 2008

SYLWESTER


Już teraz zapraszamy na sylwestra do kakadu. Zagramy tylko nasze hity, a jeśli kupicie droższy bilet to będziecie mieć co jeść.

poniedziałek, 22 grudnia 2008

haendem

To teraz moja wizja nocy z 21. na 22. grudnia roku pańskiego 2008. Było gorąco, choć początki tego nie zapowiadały.

Kolektyw didżejski pod roboczą nazwą Fobia Społeczna spotkał się pod Pocztą Główną i śmiechem maskując lęki, udał się do przybytku mieszczącego się pod adresem Wielopole 11. Zastaliśmy tam plac budowy aka ubojnię świń o temperaturze zbliżonej do zera absolutnego, głośno i siarczyście przeklinające towarzystwo budowlane oraz łazienkę w gruzie (w której później drogi Siemień się zaciął i chwała mu za to, bo przynajmniej ostrzegł mnie przed używaniem podstępnych zamków).

Nie było nam do śmiechu, dodatkowo głód ssał nasze anorektyczne żołądki, ale magiczne właściwości napojów wyskokowych jednak dały o sobie znać, a kiedy otrzymaliśmy też tacę serów, świat przestał być tak zły i nieprzyjazny. Graliśmy ładnie, jak to mamy w zwyczaju, nie przejmując się jeszcze odbiorem ze strony panien w weselnych kieckach.

[Tutaj następuje moja refleksja i rada dla wszystkich samotnych mężczyzn: zatrudnijcie się w H&M. Stosunek dziewcząt do chłopców na imprezie wynosił na oko 50:1. Jest w czym wybierać!]

Zaiste jakieś tancereczki wyskoczyły na parkiet przy N.E.R.D., jednakowoż redaktor Siemień przebywał w toalecie, kiedy rozpoczęłam prawdziwy taneczny szał przy „Hot 'n Cold” Katy Perry. Imprezowicze wyleźli ze swych kątów z mrówczą zgodnością, a utwór ten został przebojem nocy, zagrałam go później jeszcze 3 razy, na wyraźne życzenia. Nie oponowałam, gdyż uważam, iż jest całkiem zajebisty:


Płynnie przeszliśmy w kierunku ejtisów i innych greatests hits, były też Spice Girls, publika szalała, parkiet płonął, dziewczęta tańczyły na krzesłach, poszukiwały mężów i narkotyków, usłyszeliśmy nawet jakieś komplementy, co w naszym przypadku jest wydarzeniem zgoła precedensowym.

Nie wiem dokładnie, o której towarzystwo się wykruszyło, w każdym razie stało się to dość szybko i gwałtownie, wówczas mogliśmy znów pofolgować własnym muzycznym zachciankom, odgryźć selerowej papudze dziób, pozwolić, by Wielki Menadżer włożył plasterek szynki do odtwarzacza, ja zaś dałam sobie nawet dyspensę na kilka tańców, mimo iż opadała mi moja piękna różowa sukienka i bez ustanku stałam w obliczu groźby publicznego obnażenia.

Było naprawdę milutko, choć pod koniec czułam się już nieco zamroczona, a ostatnie chwile w Kakadu spędziliśmy pod ostrzałem mojego nieustannego jęczenia, by usiąść/jechać do domu.

Wnioski są następujące: jesteśmy zajebiści (co sobie wczoraj mantrycznie powtórzyliśmy kilkanaście razy), komercyjne imprezy nie są złe, a piętro KAKADU jest całkiem ślicznie urządzone. Na lepsze czasy dla piwnicy nadal czekamy.

I wreszcie na koniec tego obrzydliwie długiego posta (którego piszę w trzęsącym pekaesie) to, na co wszyscy czekali, czyli foteczki!





prezentujemy nasze ulubione hity.



pięknie?



kto pamięta odcinek X files o mutancie z kanałów?


a to zdjęcie mnie śmieszy. ^






żeby nie być gołosłownym - naprawdę tańczyli.




pokochaliśmy papugę...


...Fazut najbardziej.




Naprawdę nie było źle.



H&M story

Ach, co to była za noc! Tańce na stole, lubieżne pozy do zdjęć i obmacywanie w tańcu. Ale zacznijmy od początku. Wieczór wcale nie zaczął się tak różowo. Punktualny duet djski Dance or die/Dance or drink my kefir zastał nieodkurzoną podłogę, wystające kable ze ścian oraz malarską drabinę na środku sali. Odechciało nam się wszystkiego. Smutek i niepokój próbowaliśmy zwalczyć papierosami i piwem. Dopiero szybkie wyjście do sąsiedniego lokalu na żołądkową z naszym menadżerem poprawiło nasze nastroje. Po powrocie do naszego chwilowego miejsca pracy, szef kuchni zaserwował nam zimny półmisek serów oraz bochenek ciemnego chleba. Z chęcią i uśmiechem na ustach zajadaliśmy się serkami, popijając wódkę z colą. Oprócz jedzenia i picia, puszczaliśmy też muzykę. Opracowaliśmy taktykę. Mianowicie, na początek postanowiliśmy wyżyć się, grając tylko to co lubimy. W tym czasie licznie schodzący się goście pochłaniali niezliczone ilości jedzenia oraz alkoholu. A do wyboru mieli: piwo, wino i jakiegoś tajemniczego drinka. W pewnym momencie zdecydowałem się na mocną zmianę klimatu. Z głośników popłyneły pierwsze dźwięki utworu "Everyone nose" grupy N.E.R.D. Po chwili na parkiecie pojawiły się pierwsze tancerki. A tancereczki to były nie byle jakie. W butach na obcasach, obcisłych spódnicach/szortach i okazałych dekoltach. Zachęceni pozytywnym przyjęciem serwowanej przez nas muzyki, zmieniliśmy klimat puszczanych kawałków na bardziej przystępny (czytaj: wieśniacki i świński). Potem było tylko lepiej: kolejne wódki, sałatki, wódki i nawet papuga z rzepy i marchewki. Biesiadnicy zapełnili cały parkiet. Atmosfera była gorąca prawie jak na urodzinach szesnastolatek w programie MTV "Sweet Sixteen". Nie obyło się oczywiście bez licznych muzycznych zamówień, i nie tylko muzycznych. Pytano nas nawet, gdzie można nabyć ecstasy. Jak to gdzie? na naszym blogu. Tak, handlujemy narkotykami. Powracając do sprawozdania to było ciągle to samo, a na naszym djskim stoliku nie mieściły się już opróżniane przez nas szkło. Wygrałem też pojedynek na ilość wypalonych szlugów. Nie chce mi się już pisać, więc wspomne tylko, że puściłem "Bananowy song" zespołu Vox, a także obiecane sobie Stereo Total. Impreza dobiegła końca w raz z regularnymi odwiedzinami niezywkle rosłęgo ochraniarza, który powtarzał w kółko: "Asia prosi abyś sciszył". Więc sciszałem, bo myślę, że nieposłuszeństwo mialo by znacznie poważniejsze konsekwencje niż rozbite szkło w okularach.W końcu zwineliśmy swoje manatki, a także sporo alkoholu. Udaliśmy się jeszcze na zasłużony bankiet, zajadając się sałatkami oraz racząc się ostatnim wiśniówkami. Klubo-restaurację opuściliśmy w szampańskich nastrojach.

Pamiętajcie, kiedy na imprezie grupa dziewczyn z odsłoniętymi pępkami, puście NERD, a zatańczą na stole (i waszych biodrach).

niedziela, 21 grudnia 2008

tunajt!

Tak właśnie będzie dziś w kakadu:

sobota, 20 grudnia 2008

KA KA DU




Kiedy Wy czekacie na pierwszą gwiazdkę, wszyscy uciemiężani pracownicy naszej ulubionej sieci H&M z utęsknieniem oczekują jutra. Magicznej niedzieli 21. grudnia 2008, kiedy to wyrwą murom zęby krat oraz zrzucą kajdany szeregowych popychadeł, by zatańczyć na tradycyjnej imprezie świątecznej organizowanej przez swoją szacowną instytucję.

W tym roku mają jednak srogiego pecha, gdyż nad poziomem ich zabawy pieczę sprawować będzie najbardziej marudny, najbardziej malkontencki, dekadencki, zdemoralizowany, znudzony i niezdarny kolektyw didżejski Krakowa - Dance Or Die/Dance od Drink My Kefir!

Nie wiemy, jak ma się sprawa wejścia, czy rośli ochroniarze będą zadawać przy wejściu pytania z wiedzy o H&M, by potwierdzić Waszą prawomyślność, ale jeśli bardzo chcecie zobaczyć, jak redaktor Siemień dostaje w zęby za odmówienie puszczenia Justina trzeci raz pod rząd, a w moje ramię zagłębiają się agresywne tipsy po tym, jak przyznałam, że nie znam chyba ani jednego tytułu kawałka Timbalanda - przyjdźcie! Puścimy Wam coś ładnego i zapłaczemy Wam w rękaw.

KAKADU, Wielopole 11, 21.12.2008.